To ja z moim nowym kolega :) Nawet chcial dac mi pograc, ale... grzecznie odmowilam ;)
Po 5 godzinach jazdy (to bylo zarazem okrutne ale i mega smieszne przezycie), wysadzajac po drodze chlopakow na rafting, dotarlismy do wioski Karenow... Jest to plemie, ktore ucieklo z Birmy z powodu na przesladowania, tortury i mieszka sobie w bambusowych chatkach wiodac spokojny zywot. Te dziewczynki, ktore urodza sie w konkretnej dacie, sa odpowiednio "naznaczone". Jest to dla dziewczynki wrecz honor nosic cos takiego, natomiast wyglada to przerazajaco...
No i niestety musze przyznac, ze to nie bylo cos, czego sie spodziewalam... bo myslalam, ze zobaczymy te kobiety przy swoich codziennych rodzinnych obowiazkach, po prostu... a zobaczylismy je siedzace i sprzedajace swoje wyroby...
Panie faktycznie dzielnie pozowaly mi do portretow, a ja skorzystalam z tego ;)
Lekkie niedopasowanie oczekiwan do realiow nie popsulo nam humoru. Szybko przeszlismy wioske i wrocilismy do dzungli po chlopakow z raftingu. No i przesliczna dzungla i rzeczka, po ktorej plywal Hubert z Milsem z USA.
Ponoć nie za dobrze kończy się dla nich ściągnięcie tych obręczy :P
OdpowiedzUsuńPrzypuszczam, że walą głową w stół, bo długa szyja bez podpórki nie wytrzymuje
Usuń