... tak wlasnie nazywany jest Bangkok... Tyle razy juz tutaj bylam a zawsze mnie zadziwia i zachwyca jednoczesnie... Ale zawsze chce tutaj wracac :)
Na ulicach Aston Martiny versus tuktuki ;)
Za narkotyki kara smierci, ale to tu to tam wiadomo, ze mozna cos zalatwic... Konczy to sie oczywiscie najczesciej zle dla "poszukujacego wrazen", ale... Polecam przy okazji ksiazke naszego rodaka "12 kar smierci", ktory odsiedzial 7 lat w tajskim wiezieniu zwanym Hiltonem...
Ludzie sie usmiechaja ochoczo do Ciebie i niby milo, ale oszukuja Ciebie na kazdym kroku...
No wlasnie to jest Bangkok ;)
My skupilismy sie na skosztowaniu tego co ma najlepsze do zaoferowania - w koncu to ostatnie dni w Azji...
A wiec cudowna kuchnia tajska znowu ;) (po powrocie znowu ostry plan treningow w ruch ;))
Masaze tajskie - zabralam Baske i Huberta w sprawdzone miejsce. Jedno pozarly komary, a drugie stwierdzilo ze to oboz dla uchodzcow ;) Co do jakosci masazu nie narzekali ;) Mocny ale dobrze sie po nim spalo :)
Shopping w Siam Paragon Plaza... tutaj jednak wtopa - jakos nikt nic nie upolowal ;)
W sobote wybralismy sie takze na przejazdzke po kanalach - to naprawde inny swiat...
Dwie turystki i ich boski tuk tuk ;) Kolega Hubert dzien wczesniej juz wylecial do kraju...
Mekka backpakersow czyli Kaoh San Road :) Tutaj jest wszystko ;) Nawet dyplom skonczenia Harvardu mozna kupic ;)
No i ostatnie godziny w BKK spedzimy na masazu, ostatnim Changu i od jutra powrot do Polski :)
Samolot jutro o 10:20 :) Przesiadka w Moskwie, a pozniej zmiana na samolot z Wawy do Gdanska :) Wiadomo - wszedzie dobrze, ale w domu najlepiej... :)
Samolot jutro o 10:20 :) Przesiadka w Moskwie, a pozniej zmiana na samolot z Wawy do Gdanska :) Wiadomo - wszedzie dobrze, ale w domu najlepiej... :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz