poniedziałek, 11 listopada 2013

Mekong - dzien 2

Po nocy w tym paskudnym miejscu ;) jak najszybciej sie budzimy na dobre sniadanko :) A trzeba przyznac ze tutaj maja naprawde boskie wyroby cukiernicze. Wiec krosant i kawa z mlekiem po laotansku z widokiem na Mekong smakuje B-O-S-K-O. Szkoda tylko ze takie male dzieci musza pracowac :( No ale to w koncu trzeci swiat...


Ten widok na dlugooooo zostanie w mojej pamieci... Rano bylo mgliscie i zimno, a pozniej sloncze zaczelo wychodzic, a mgla opadac... no po prostu bajecznie... 


Zrobilismy zapasy na drugi dzien rejsu. My z Basia bylysmy odpowiedzialne za zaplacenie pokoju i kupienie owocow, kanapek i wypiekow. Hubert poszedl zarezerwowac nam dobre miejsca na lodce oraz zdobyc piwko ;) Spisal sie idealnie :) Mielismy dwa miejsca kolo siebie, dodatkowo sprytnym sposobem odwrocilismy je do siebie :) 


Takze lokalesi spieszyli sie zeby zajac sobie miejsca...


Sami powiedzcie ze w oczach tych ludzi widac cos jednak szczegolnego... Mnie zawsze jakos poruszaja... 


Juz nie wspominajac o dzieciach - sa chyba najpiekniejsze na swiecie :) 


Niektorzy (tutaj Anglicy) na prom jechali swoimi rowerami :) 



A niektorzy lokalesi caly swoj dzien spedza w takich wlasnie warunkach ;) Jeden dzien dalabym rade ;) 


I to ostatnie chwile. Ruszamy w droge do Luang Prabang :) Miejsca zajete. Damy rade wysiedziec jakos 7 godzin :) Karty wyjete i w droge...



Droga byla z przebojami bo doszly nas wiesci od Rodziny i przyjaciol, ze 10 listopada w Laos (najpierw w Filipiny i Wietnem) ma uderzyc tajfun - jeden z najsilniejszych ever... Nie powiem, lekko sie wystraszylam, ale na szczescie (dla nas) okazalo sie ze dotknie polnocy Laos (oczywiscie wspolczuc mozna tylko tym ludziom ale  tej czesci swiata takie kataklizmy niestety sa czeste)... Cali po dotarciu do LP ruszamy tuk tukiem do centrum szukac jakiegos noclegu... bo pora juz pozna... A pozniej pyyyszna kolacja, spacerek i masaz :D


1 komentarz: