czwartek, 7 listopada 2013

Powrot do rzeczywistosci - spokojny czas w Pai

Po dwoch dniach w dzungli wrocilismy do naszego super domku nad rzeka, wzielismy prysznic (wow - co to jest za luksus nawet nie wiecie) i udalismy sie znodu do najlepszej knajpy w Tajlandii :) 

Po masazy poszlismy spac i spalismy chyba z 9 godzin :) Cudnie :)



 Pat Thai












Smazone lody - mniami :)


Obudzilismy sie o 9, spokojnym tempem poszlismy na sniadanie. Poczuszki z budki na ulicy (miodzio) i kawka jak z coffee haven :) 


A nastepnie czekal nas wyscig na sloniach ;) Smieje sie ze wyscig, bo najpierw okazalo sie ze mamy jechac na jednym sloniu w trojke, ale po ostrych negocjacjach gdy powiedzialam ze oszukal nas biorac za jednego slonia 900 batow jak slon kosztuje 600, to lekka przesada. 


Dostalismy drugiego slonia i poszlismy nad rzeczke. Bylo to dosc niewygodne, ale smiechu dostarczylo nam jak zwykle bardzo duzo :) Dodatkowo lokales zaczal nas jeszcze laskotac po stopach i ogolnie myslalysmy z Tanja ze umrzemy na tym sloniu ze smiechu ;)  


Widoczki jak zwykle - bajeczne :) Cisza. Spokoj. Piekne niebo :) 


Nasz tajski zalotnik ;) 



No i taka przejazdzke wlasnie sobie zorganizowalismy... 



Ostatnie usciski przed pojechaniem do domku nad rzeczka :D 


Mniami mniami pyyyszna ta trawka :) Slodkie stworzenia, ale mi jak zwykle szkoda, ze sa w takich warunkach... 


Po przychodzie ze sloniami postanowilismy ze do konca dnia mamy labe. Poszlismy wiec na mini obchod wioseczki ponownie. Zwiedzilismy kolejna swiatynke i posagi Buddy. 





Dzien zakonczylismy pyyyszna kolacja, kafejka i masazem :) Od jutra kierujemy sie w strone Laosu... 

2 komentarze: