No wiec jak by tu ujac... noc nie nalezala do najbardzuiej przespanych w zyciu... Od 4 pial kogut, mega zimno, wiec dwa koace nie wystarczylo, bo naszym przedsionku nie bylo drzwi, ale nawet jakos zmeczona nie bylam... Spalam moze godzine... W koncu mialam o czym myslec... Oto nasze sypialnie. Biala - moja i Baski. Rozowa - Huberta -hi hi hi i niebieska - Kanadyjczykow :)
A tak wyglada nasza miejscowka z zewnatrz... Sami powiedzcie, kto by sie odwazyl??? ;)
Dzieci ubraly sie i przyszykowaly sie do szkoly. Tak tak, tatus wzial skuterek i podrzucil dwa male szkraby do szkoly...
I nasza chatka ta po lewej - to sypialnie. A ta po prawej, to kuchnia i salon.
Sniadan8ie zrobione przez naszego prewodnika to istne szalenstwo jak na te warunki... jajeczniczka, tosty, swieze owoce i nawet kawa... i nawet dobra... Przy posilku rozmowy z kanadyjczykami i krajach rozwijajacych sie... Patryk na co dzien zyje w Kenii i opowiadal wiele ciekawych historyjek o tym, jak wyglada zycie w Afryce.
Lokalesi starali sie sprzedac swoje wyroby... Tutaj ich sliczna koszulka... Lisa kupila szaliczek, ale ja chyba jednak nie mialabym gdzie w tym chodzic... Za to zdjecie bedzie pamiatka...
Nasza gospodyni domowa. Wyugladala na mega pogodna kobiete.
Nasi dospodarze. Ludzie, ktorzy majac tyle... wygladaja naprawde na bardzo szczesliwych...
Tanja i Indiana idacy w kierunku wodospadu :) Mielismy ubaw co chwila, ale niestety wiele sytuacji nie jest do opisania na blogu :) hi hi hi
I raz i dwa i trzy :) Nie powiem ktory z nich byl najbardziej aktywny ;)
No wiec coz... Ja pokonywalam wiele strumieni po prostu przez wode ;)
No i podczas przerwy czekal na nas cudowny wodospad wsrod dzungli. To chyba pierwszy w ktorym sie kapalam. Woda nie byla za ciepla na poczatku, ale po jakims czasie naprawde bylo czuc ulge... :) Kolega Patryk pokazal nam wszystki pare sztuczek :) Fajnie to wygladalo - skakal chyba ze wszystkich skal ;)
Nasi przewodnicy w tym czasie strugali nam naczynuia... miski, lyzeczki oraz garnuszki.... wszystko z bambusa...
To sa nasze piekne naczynia, w ktorych zjedlismy lunch :)
Lyzeczki dla wsystkich glodomorow :) I co Wy na to?
I tutaj mycie warzyw w strumyku... Salata i inne zielonosci...
Oto nasza zupka na lunch... Przyprawiona smakowala bajecznie :)
Lisa i Patryk :) Lub Tarzan ijego dziewczyn ;) Bo dla mnie wlasnie tak wygladaja ;)
Nasz mysliwy ;) Zdjecie pt szczeki 6 ;) Ale widac glod wymalowany na twarzy ;)
Kolejne strumyczki, ktore niektorzy chcieli pokonac po kamyczkach ale wyladowali wodzie ;)
I po 7 godzinach dotarlismy do naszej toyotki...
Zmeczeni, pachnacy inaczej, ale przeszczesliwi wsiedlismy do samochodu :) Po drodze rozmawialismy jak zwykle o wszystkim i o niczym i smielismy sie jak nigdy... :) Cudowny czas :)
Po prostu SUPER !!! Tak mnie naszło. Jak bym Lupka podpiął do waszego noclegu, to jakby coś zobaczył i poleciał to byłyby zgliszcza.
OdpowiedzUsuńefekt wow :) bajecznie, a te naczynia i sztućce ręcznie robione to coś niesamowitego :))) i gratuluję odwagi zjedzenia robaczka ;)
OdpowiedzUsuńNo ba! nie ma jak pięć gwiazdek;-)
OdpowiedzUsuńNiesamowite! Robi ogromne wrażenie. :)
OdpowiedzUsuń